Relacja między człowiekiem a agentem AI w pracy kreatywnej przypomina interakcję dwóch odmiennych umysłów siedzących przy jednym biurku. Jeden z nich – ludzki – wnosi zamiar, emocjonalny wydźwięk i osobiste doświadczenie. Drugi – agent – proponuje natychmiastowe przeszukiwanie ogromnych zbiorów informacji, generowanie wielu wariantów i porządkowanie chaotycznych pomysłów w logiczną całość.
Przy pisaniu tekstu agent może pełnić rolę pierwszego szkicownika: rzuca propozycje sformułowań, podsuwa alternatywne struktury zdań albo wskazuje miejsca, w których wywód traci przejrzystość. Twórca natomiast rozstrzyga, które z tych sugestii przyjąć, a które odłożyć na bok, bo tylko on rozumie szerszy wydźwięk całego komunikatu.
Analogicznie przedstawia się to w pracy graficznej czy dźwiękowej. Agent generuje warianty kolorystyczne, komponuje wstępne motywy, organizuje surowe materiały. Człowiek nakłada na to osobisty filtr artystyczny, wybierając to, co wkomponowuje się w jego koncepcję. Linia podziału między wkładem maszyny a udziałem człowieka staje się nieostra, ale to dokładnie ta nieostrość daje najciekawsze efekty.
Najważniejsze w takiej współpracy jest jasne ustalenie ról na starcie. Gdy człowiek traktuje agenta wyłącznie jako realizatora poleceń, traci jego potencjał do zaskakiwania nieoczekiwanymi skojarzeniami. Jeśli natomiast oddaje mu pełną kontrolę, naraża się na utratę własnego głosu. Najlepsza droga leży w równowadze – agent jako uważny rozmówca, człowiek jako końcowy arbiter estetyki.